Po pierwszym szoku i kilkudniowym otępieniu zaczyna kiełkowac we mnie wściekłość. Nie, nie na protestujacych przed Wawelem. Ich prawo. Tak w Polsce było, jest i będzie. W czasie powstań kłóciły sie między sobą sztaby, a w II RP głebokie podziały wytworzyły atmosfere, w której mozliwe było morderstwo prezydenta. Dzisiejsze demonstracje można więc uznac za częsc naszej narodowej tradycji.
Wściekłość budzi we mnie co innego. Oczywiście obraz nie jest jeszcze do końca jasny, ale z tego co wiemy widać, że katastrofa była mocno zawiniona. Żaden tam dopust boży. Zaczynając od kiluletnich sporów o nowe samoloty, do lądowania w warunkach ekstremalnych. Z prezydentem i setką VIPów na pokładzie.
Nasze dyletanctwo w wielu dziedzinach skumulowało się i efektem jest ta śmierć. Zbrodnicza jeśli brać pod uwagę wielkosc osób, które zginęły. Niepotrzebna i bezsensowna, nawet jako symbol. Dość mamy symboli. Dotykająca przede wszystkim osoby, które rozbudziły kilka lat temu nadzieję, że będzie lepiej.
Ale dyletanctwo, niezborność, brak umiejętności zbierają żniwo każdego dnia. Dlaczego w 40 mln kraju, gdzie główne miasta dzieli zwykle kilkaset kilometrów nie powstała przez 20 lat sieć szybkich dróg? Niekoniecznie autostrad, ale bezpiecznych ekspresówek. Dlaczego na te dziurawe i niebezpieczne drogi dopuszcza sie setki tysiecy jeżdzących złomów z całej Europy?
Chciałbym nawet żeby okazało się to był zamach. Rosyjski, talibów czy PO. Niestety sami sobie zgotowalismy ten los.
PS. Odrzucam kategorycznie wszystkie insynuacje o możliwym nacisku wywieranym na pilota. Nie ma na to najmniejszych dowodów.


